wtorek, 12 sierpnia 2014

Bogdan




Bogdan. Pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa to hydraulik, pan  złota rączka. 
Coś jak Pan Czesiu.
Ale Bogdan jest zupełnie z innej bajki. Bogdan jest  wrażliwy jak bohater epoki romantyzmu.
Delikatny i wrażliwy.
Jeśli Bogdan byłby człowiekiem z pewnością  poetą, filozofem. Ale myślę, że prędzej stałby się  hybrydą leniwca i kozicy górskiej – taki leniwy uparciuszek.

Bogdan to kot wystawowy. W zeszłym roku wygrał pierwsze miejsce w konkursie na kota kameleona. Konkurencja przedstawia się mianowicie,  właściciel kota próbuje go zepchnąć z powierzchni, powiedzmy z kanapy, a ten automatycznie stapia się z podłożem. A w rankingu na największego przytulasa zajął pierwsze miejsce nie bez powodu. Przytuli się do każdego kto choćby przypadkiem go smyrnie, co kończy się czasami wypadkiem komunikacyjnym w domu, bo Bogdan rzuca się pod nogi.

W związku z tym, że w każdym stadzie rządzą prawa natury i u nas nie jest inaczej. Z powodu swojej delikatności Bogdan w hierarchii jest dość nisko. I nasz koci Pan domu niekiedy próbuje zrobić z Bogdanka mężczyznę, co kończy się dramatyczną próbą teleportacji Bogdana na strych – wyjąc jednocześnie do sufitu jak wilk do księżyca. Dla tych którzy kotów nie mają zaznaczę, że zwykle jest to środek nocy.




niedziela, 10 sierpnia 2014

Baba Jaga na deskorolce






Codziennie koło dziewiątej wieczorem, w domu zapada cisza doskonała. Włączam rmf classic, zaparzam zieloną herbatę. Rozganiam złe myśli, rozkładam się wygodnie na sofie i otwieram książkę.

Aaaaah..... Mam poczucie, że to scena z filmu science-fiction, a nie mojego życia, bo prawdę mówiąc póki co scenariusz wygląda tak. 
Po kąpieli / myciu dzieci, kładziemy się w trójkę (Ja, Tristan,  Jaśmina)  w łóżku mojego syna (czasami idę na łatwiznę i kładę dzieci w moim). Wtedy zaczynam moją codzienną przygodę z literaturą. Całe szczęście, że mam z tego czytania niesamowitą frajdę. Gdyż czytam tych książek od kilku do kilkunastu każdego dnia. Raz jestem Babą Jagą na deskorolce, raz jestem Hipopotamem ratującym Mamutka, a raz Martą szukającą Ufoludka ;)

Dziecięca literatura jest niesamowicie bogata i mogę uznać, że jestem z nią na bieżąco, gdyż w księgarni w której się zaopatruję mam doskonałą doradczynię. Pozdrawiam Panią Wiolę. Moja radocha w dużej mierze może wynikać z tego, że jako dziecko miałam jej deficyt.  Dlatego teraz swoim dzieciom dostarczam jej aż nadto, bawiąc się w zmienianie intonacji głosu, robiąc miny i chichocząc niekiedy. Książki są z nami wszędzie i są receptą na wszystko (oczywiście to moje zdanie, a syna o opinię proszę nie pytać ;).

Jaśmina niedawno otrzymała ode mnie pierwszą książeczkę kontrastową, która za pierwszym razem zrobiła furorę.  Ale szybko numer 1 stał się  Bigos z Mamutka i Baba Jaga na deskorolce. I tego fenomenu u czteromiesięcznego niemowlaka pojąć nie mogę ;)


Poza książkami dla dzieci czytam jeszcze:

1.       Blog osobisty Tekstualnej i Tatowego,

2.       Blog Love2Work,

3.       Gazetki z Lidla,

4.       Plakaty w korytarzu przychodni,

5.       Plakaty na ulicy,

6.       Ulotki które czasem ktoś wrzuci mi w rękę,

7.       Racjonalistę.pl,

8.       Etykiety na produktach,

9.       Smsy.



A jak to jest u was? 

*Baba Jaga na deskorolce - źródło empik.com

sobota, 9 sierpnia 2014

Jaśmina




Mówią na nią piękna dziewczyna.

Ale prawdę mówiąc to dziewczyną jeszcze nie jest, co najwyżej dziewczynką.

Lubi sobie pospać. W nocy nie ma funu żeby budzić rodziców.

Natomiast dnia marnować nie lubi i każda próba położenia jej na drzemkę kończy się buntem.

Jaśmina ma starszego brata który usilnie próbuje ją zjeść twierdząc 
- ooooo jest taka słodziutkaaaaa.


 Rodzice nie polemizują, ale nie wyrażają zgody na konsumpcję, tłumacząc 
- nie po to matka 9 miesięcy się z brzuniem "męczyła"...

Istnieją poważne przesłanki by uznać, że Jaśmina to uparta sztuka która nie da sobie w kaszę dmuchać.


 





czwartek, 7 sierpnia 2014

Kulturalne dziecko



Kulturalne dziecko.  Nie mam na myśli tutaj dziecka które zna trzy magiczne słowa, ale małą istotę której nie są obce wyjścia do galerii i muzeów, które zabierane jest na koncerty a muzyka klasyczna nie jest mu straszna.

Zapewne wczesny kontakt dzieci z kulturą wpływa na nie pozytywnie. Poszerza horyzonty, rozwija wyobraźnię i pozwala dziecku poznać otaczający świat w bardziej namacalny sposób. Tristana od najmłodszych lat zabierałam na wernisaże, koncerty, przedstawienia teatralne. Oczywiście nie każda forma Tristanowi przypadała do gustu,  w związku czym zdarzało się, że musiałam pakować się i wracać do domu. 


Nie każdy rodzic lubi obcować  z kulturą więc nie koniecznie będzie widział potrzebę dywersyfikowania przyjemności dla dzieci, komputer i telewizor musi wystarczyć. Nie każdy rodzic znajduje czas. Nie każdy rodzic wie, że takie imprezy  mają miejsce. Nie każdy rodzic ma odwagę zabrać dziecko w teren. 


A warto!


W Gdańsku niebawem rozpoczyna się Festiwal Mozartowski , który pozwoli zmierzyć się z Mozartem . Co roku impreza przyciąga tłumy. Nie bez powodu. Zapraszam zainteresowanych jak i sceptycznych rodziców aby spróbowali ugryźć trochę kultury razem z dzieciakami w czwartek 21-ego sierpnia o 16:30 na polanie obok wozowni w Parku Oliwskim.



Widzimy się niebawem.