Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stereotypy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stereotypy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Orgazmy i te sprawy

Orgazm. Dobra rzecz. Niezaprzeczalnie potrzebna. Ale zupełnie nie rozumiem skąd w niektórych kręgach totalnie nieadekwatne powiązanie orgazmu jedynie ze stosunkiem płciowym. Być może niektórych z was zaskoczę ale do orgazmu nie trzeba od razu bawić się w łóżkowe wygibasy, pocić, wysilać, jęczęć i stękać.

LODY

Oł jes! Dziewczyny też lubią lodziki. Ja lubię nie byle jakie, tylko najlepsze. A najlepsze dostaniecie u Anety i Szymona na Gdańskiej Morenie w cukierni Wega. Lody produkowane są przez Szymona, w okresie wiosenno-letnim, zatem jeszcze chwilę trzeba się wstrzymać. Na samą myśl o nich robi mi się dobrze. Obłędna rozkosz dla języka. Na dodatek nie zawierają konserwantów i jedna gałka spokojnie jest wielkości dwóch albo i trzech w przeciętnej cukierni. Grzech się na nie nie skusić.

DŹWIĘKI

Wspominałam wcześniej, że muzyka w naszym życiu ma ogromne znaczenia. A ja szczególnie uwielbiam muzykę na żywo, czuć całym ciałem instrumenty. Jak każdy dźwięk z osobna przechodzi przez moje członki. Ze względu na specyficzny terrorystyczny charakter mojej córki, wiele fantastycznycha koncertów mi przepadło w ostatnim czasie. Ale całe szczęście są STREETWAVESy i możliwość koncertowania się z dziećmi na świeżym powietrzu. Ponadto, dźwięki przyrody. Szum morza, szum drzew, śpiewanie ptaków, poranne klekotanie rozklekotanych tramwajów z Nowego Portu na Stogi, dźwięk myjki budzącej kocie łby na starówce i wiele wiele innych.

SŁOŃCE

Też tak macie, że jak przychodzi wiosna. Nawet ta wczesna, marcowa przynosząc ze sobą ciepłe słońce, to macie ochotę wstawać o 5, biegać, skakać, rozkoszować się dniem i radość nie ma końca? Ooooh wiem, że już niedługo ze śniegowców przerzucimy się na trampki/tenisówki i będziemy robić maratony spacerowe po bastionach. Waiting for it!!!

ZAPACHY

Każdy z nas ma swoją unikalną matrycę zapachową, dzięki której budzą się wspomnienia i robi nam się dobrze (albo i nie). Moim zupełnym faworytem jest zapach skóry. Moich dzieci i Pawełka. Zaraz po tym jest zapach wiosny, rozgrzanej ziemi, zapach igliwia, morza, pieczonego chleba, świeżo zaparzonej kawy i siana.



A wy czym orgazmujecie się na codzień?


piątek, 19 grudnia 2014

MIT RODZICIELSKI NR 1

Sama jeszcze do niedawna uważałam, że brońcie mnie ręcoma i nooogamiii od tego abym wychowywała dziecko w ciszy, bo później byle szmer i nie będzie spało. Serio tak myślałam, bo Tristan był chowany a dokładnie usypiany w ciszy, gdyż inaczej nie dawało rady. A cała mądra starszyzna twierdziła, że to dlatego nie chce zasnąć w innych warunkach niż cisza, bo przecież go do tego przyzwyczaiłam. No biję się w pierś głupia JA! Głupia głupia głupia. Urodziła się Jaśmina i obiecałam sobie, że więcej takiego błędu nie popełnię. Więc Jaśminę usypiałam w różnych miejscach, w różnych warunkach, w różnym towarzystwie. I przez pierwsze 3 może 4 miesiące nie robiło jej to różnicy. Ale teraz byle szmerek, byle stuknięcie czy pierdnięcie i mogę zapomnieć o spaniu. I przysięgam, że gdybym tylko mogła wróciłabym do tego haniebnego usypiania w ciszy, ale mam w domu drugie dziecko, po które muszę chodzić do szkoły, w której umówmy się cicho nie jest. I którego prowadzę na zajęcia pozalekcyjne. 

Puenta jest taka. Nie dajcie sobie wmówić,  że recepta na sukces jednego rodzica podziała w waszym przypadku. Niestety / stety KAŻDE DZIECKO JEST INNE.  Zaakceptujmy to i nie powielajmy mitów wychowawczych tworząc z naszych dzieci szarą masę. 

czwartek, 4 grudnia 2014

Żal za grzechy



Chciałam bardzo wszystkich przeprosić. Przede wszystkim Ciebie Mamo. Ale również Tatę, Babcię, Dziadka, Siostrę, kuzynostwo, ciotki, wujków, sąsiadki, przyjaciół, znajomych, znajomych moich znajomych, współpracowników i wszystkich innych którzy kiedyś bezpośrednio czy pośrednio będą mieli styczność z moimi dziećmi. 

Przepraszam, że świadomie rozpieszczam moje dzieci. Rozpieszczam karmieniem piersią, spędzaniem czasu, tuleniem, całowaniem, rozmawianiem, słuchaniem, spaniem z nimi w okresie niemowlęcym i wieloma innymi karygodnymi rzeczami.
Przepraszam, że mimo tej świadomości rozpieszczania robię to dalej. Robię i będę robić. Nie dlatego, że nie chce dla mych dzieci zmiany na lepsze. Nie dlatego, że brak mi konsekwencji w działaniu i nie dlatego, że nie chcę by wyrosły na porządnych, ambitnych i radzących sobie ludzi. Zupełnie nie dlatego. 

Przepraszam was, że nie umiem skorzystać z tak mądrych rad. Przepraszam, że trzeba mi tyle razy powtarzać. Przepraszam, że jestem taka oporna. 

Nie wiem zupełnie czemu mam tak haniebny stosunek do tradycji, nie wiem czemu nie słucham starszyzny i bardziej doświadczonych ludzi. Być może to swego rodzaju mutacja genetyczna i już przeniosłam to na swoje dzieci. 

Zatem przepraszam też, że mam dzieci. Faktycznie mogłam się wcześniej zastanowić, zrobić milion stosownych badań, przejść dwa miliony terapii, trzy miliony szkoleń rodzicielskich. 

Przepraszam. 

Co ja sobie myślałam rodząc dzieci?

A to, że chcę je kochać i chce by czuły się kochane. 



piątek, 24 października 2014

Nie lubię

Muszę wylać z siebie frustrację i kwach jaki we mnie siedzi od jakiegoś czasu. Przyjacióła powiedziała 
- Emi wyluzuj!  - a mnie i tak ogarnia wkur....  to znaczy zdenerwowanie. 

Najbardziej na świecie nie lubię głupoty i marudzenia, ale ostatnio ex aequo jest "dawanie złotych rad". 

NO LUDZIE OPAMIĘTAJCIE SIĘ!!

Znacie ten tekst? 
OOO przyzwyczaiłaś ja do .... zasypiania przy piersi.... albo przyzwyczaiłaś ją do tego, że chce być tylko przy Tobie, przyzwyczaiłaś ją do tego, że chce być noszona tylko w chuście, przyzwyczaiłaś ją do tego, że marudzi na widok obcych itd.

Na chłopski rozum (bez obrazy dla kolesi), powiedzcie mi do czego może się przyzwyczaić niemowlę? Kumam, że roczne, dwuletnie dziecko może mieć jakieś nawyki na przykład jedzeniowe, nawyk ssania smoka, ale nie 6-miesięczne niemowlę.
No ludzie. Czy w bliskości jest coś złego? A właśnie o to chodzi niemowlakowi. O bliskość, bycie z mamą albo tatą. Nie działa na mnie argument, że muszę moje dziecko hartować od urodzenia, bo za kilka lat nie da sobie rady w szkole nie mówiąc już o dorosłym życiu. Pytam się kto to mówi i na podstawie czego. Bo badania dowodzą, że dzieci które są blisko z rodzicami, mają silną więź i zaufanie, znacznie łatwiej radzą sobie w przedszkolu, szkole czy dorosłym życiu. 

Przyzwyczaiłaś do noszenia. Mówi to koleżanka która mnie widzi pierwszy raz od porodu. Wnioskuje po tym, że na spotkaniu w kawiarni mam dziecko na rękach, zamiast pozwolić by leżało nieruchomo w  wózku? No ludzie, toż to żywa istota a nie zabawka, nie nastawię jej trybu uśpienia na czas pobytu w kawiarni. A domowe warunki są zupełnie inne.

Ooooo, nie chce jeździć w wózku? Przyzwyczaiłaś ją do noszenia w chuście.
No kur....czaki...
Ja mam trochę inne wrażenie.Mianowicie pierwsze 3 miesiące życia jeździła w wózku i było ok, ale jak się później okazało pozycja wertykalna jest znacznie lepsza od horyzontalnej według małej Jaśminy. A dwa nie wszędzie wjadę wózkiem i nie wszędzie zostanie mi udzielona pomoc z jego wniesieniem zatem chusta/nosidło jest milion razy wygodniejsze pod tym względem.

Śpi z wami ? OOOoooo to będziecie mieli przesrane. Nie będzie chciała później spać sama i życie seksualne legnie w gruzach. I kto to mówi? Osoby które od urodzenia kładły dzieci spać do łóżeczka. Mogłabym powiedzieć, że mi takich noworodków szkoda. Takie maleństwo od urodzenia izolowane od ciepełka rodziców. Ale gryzę się w język. Jedno dziecko ze mną spało na początku swojego jestestwa i nic mu nie jest. Traumy nie miałam z przeniesieniem go do jego łóżka. I życie seksualne miało się doskonale. A na dodatek mój syn jest ciepłym, rezolutnym i mądrym małym człowiekiem. Nie twierdzę przy tym, że dzieci śpiące same przechodzą jakiś dramat, tylko ja lubię być z moimi dziećmi i nie dziwię im się, że czują się bezpieczniej przy mojej piersi. Zatem jeśli mogę im to dać na początek, to niech to mają.

I tak jak próbuję mieć dystans do tych wszystkich rad, to póki co w większości przypadków ogarnia mnie złość i frustracja. Pewnie dlatego, że nie umiem zwykle jasno odpowiedzieć, że ja mam co do tej sprawy inne zdanie. Moja dyplomacja jednak nie zawsze ma zbawienne działanie.

Podejrzewam, że przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że żyjemy w świecie stereotypów. Dajemy innym stosunkowo mały margines bycia sobą i postępowania w sposób dalece odbiegający od naszego postrzegania życia i świata. I tak jak nie pojmę jak można krzywdzić swoją rodzinę, a przede wszystkim dzieci. Tak samo nigdy nie zrozumiem jak można uczyć kogoś jak ten ktoś ma żyć nie będąc w jego butach  i nie żyjąc jego życiem.

Do wszystkich moich bliskich i dalekich. Odpuśćcie z tymi radami. Jeśli będę szukała pomocy z pewnością się do kogoś zgłoszę. 

A tym samym życzę wszystkim matkom i ojcom dużo cierpliwości i dystansu, w rodzicielstwie jest ono niezbędne.

środa, 15 października 2014

Pindole i te sprawy

 
Wieczorne gramolenie w łóżku z dziećmi. 

Tristan wymachuje pindolem (opakowanym w majtki) przed Jaśminą.

Ja: Titek nie rób tak, Jaśmina nie jest zainteresowana zawartością Twoich majtasów.
Tristan: hyhyhyhy 
Ja: Misiek Ty sobie "go" oglądaj, baw się nim ale Jaśmina nie jest adresatką takich zabaw.
T.: A dlaczego?
Ja: Bo każdy ma swojego pindola może się nim zajmować. To intymna sfera każdego człowieka. Ja się nie zajmuję niczyim pindolem.
T.: Zajmujesz się. Wujka (mojego partnera)

Zapadła cisza. 
(Serio wbiło mnie tak, że nie wiedziałam co powiedzieć. Nie będę polemizowała, bo ma rację. Ale skąd to 6-latek wie i jak mu to wytłumaczyć, że to zajęcie dla dorosłych?)

Myślałam, myślałam. I wymyśliłam.

Ja.: Synku, Mama zajmuje się pindolem wujka gdy się kochają, gdy chcą mieć dzieci. A ktoś się zajmował Twoim pindolem? 
T.: Tak.
Ja: A kto? 
T.: Ptolemeusz (imię zostało zmienione, ale miał na myśli kolegę z którym chodził do przedszkola).
Ja: I co robił.

pokazał gest ukucia palcem
(Fiiiuuuuuuuuu a już się bałam) 
Zatem wszystko w normie jak na 6-latka.

T.: A dlaczego Ptolemeusz nie może dotykać mojego pindola?
Ja.: Bo to Twój pindol. I tylko Ty możesz go dotykać. 
W wyjątkowych sytuacjach gdy coś Cię niepokoi, to mama może zobaczyć albo lekarz, czy pindol nie choruje. A tak nikt nie może go dotykać. 
Ale są takie zbiry które chciałyby bawić się pindolami dzieci. Wtedy przekupują dzieci cukierkami, zabawkami i innymi rzeczami. Ale nigdy nie wolno na to nikomu pozwalać. Przede wszystkim dlatego, że nie jest dobre dla dzieci. To sprawia im krzywdę, boli. A zbir później nie pozwala tego nikomu mówić. Nawet Mamie. Każe trzymać w tajemnicy (to taki zły sekret). A przed Mamą nie ma tajemnic.
A skąd wiesz, że Mama zajmuje się pindolem wujka. Rozmawiałeś z kimś o tym?
T.: Ptolemeusz mówił.
Ja: Ahhhaaa

Zatem proszę Państwa. Jeśli ktoś myśli, że można takie rzeczy przed dziećmi ukryć. To informuję, że nie można. Ja z synem o seksie rozmawiałam, a i tak zdarzyło się, że jego pytanie wprawiło mnie w zakłopotanie, ale tylko dlatego, że wiedziałam, że muszę mu powiedzieć prawdę dostosowaną do jego wieku, a na poczekaniu nie jest to takie proste.

niedziela, 7 września 2014

Klapsy to nie to samo co bicie ?



* zdjęcie pochodzi z bloga migueljose85.blogspot.com

Ile razy to ja wyobrażałam sobie, że daje synowi klapa w dupę? Setki, tysiące, miliony. Ile razy wyprowadził mnie z równowagi do tego stopnia, że zaciskałam zęby, ściskałam pięści i zamykałam oczy?  Ile razy myślałam o tym, że nie wytrzymam, że wyjdę z domu? Ile razy wyszłam z domu?


A no wiele. 


Ale jest to milion razy lepsze rozwiązanie, niż danie dziecku klapa.  


A jak to z wami jest? Czy uważacie, że klaps to metoda wychowawcza? Czy uważacie, że klaps to co innego niż lanie? Czy uważacie, że respektu u dziecka nie da rady zbudować bez używania siły?


Po pierwsze. Każdy kto wychodzi z założenia, że „ja dostawałam/łem klapsy i wyrosłam/łem na porządnego człowieka, to moje dziecko też dostaje" jest co najmniej irracjonalne. Dwa! Ten który wychodzi z założenia, że nie ma co przesadzać niech powie, czy klapsy mogą sprawiać przyjemność? No nie. Bo przecież mają pokazać, że dziecko zrobiło coś źle. Tylko ja się zastanawiam po co ludziom w takim razie język, jeśli nie chcą dziecku tłumaczyć, z dzieckiem rozmawiać. Później takie dziecko które w domu zamiast rozmowy ma klapsa, w razie występujących kłopotów (zabranej zabawki w piaskownicy) również używa przemocy i nie zawsze jest to klaps, tylko np. walnięcie łopatką w twarz. Bo przecież dziecko nie ma jeszcze świadomości swojej siły i nie jest świadome możliwych konsekwencji. I wtedy od rodziców też dostaje klapsa. Bo przecież nie wolno bić innych. I mimo tego, że uważam się za całkiem kumatą osobę, w tym błędnym kole nie umiem znaleźć logiki. Jak ten klap na dupę ma sprawić, że dziecko stanie się lepszym człowiekiem i w odpowiedni sposób będzie kumało prawa  rządzące tą planetą, gdy największe autorytety w ich życiu mówią, że nie wolno bić innych a sami używają przemocy.  



I nie jest to żadne gdybanie. Tylko sytuacje z którymi miałam do czynienia. W tramwaju, w sklepie i na ulicy. I zawsze zwracałam uwagę i was również o to proszę. Bo żadne dziecko nie zasługuje na to przy stosować wobec niego przemoc. 

Pamiętaj rodzicu, że klaps to wyraz bezsilności i frustracji.
I nie jest metodą wychowawczą i nie pomoże nam wychować szczęśliwego dziecka.

 *zdjęcie pochodzi z bloga migueljose85.blogspot.com


Do wszystkich zwolenników "niegroźnego klapsa". Zaproponujcie swoim pracodawcom, mężom, żonom że, w razie nie wykonania polecenia / prośby zgodnie z ICH wyobrażeniem prosisz o karę cielesną, taką jak liść w twarz czy klaps w tyłek. Pomoże Ci lepiej zrozumieć, co mieli na myśli, prawda?

piątek, 5 września 2014

Kobieta Kobiecie


* zdjęcie pochodzi z serwisu kobieta.onet.pl


Jak to z nami Babami jest? Z kobietami wiąże się wiele stereotypów, chociażby "solidarność jajników". Ale czy faktycznie solidaryzujemy się ze sobą, wspieramy i darzymy szacunkiem? Czy traktujemy drugą kobietę jak rywalkę i nie mamy dla niej najmniejszego szacunku?

Z przykrością i w wielkim uogólnieniu mogę stwierdzić, że kobieta kobiecie największym wrogiem. 

Urlop macierzyński sprawił, że na żywca obserwuję wiele interakcji międzyludzkich, jak również mam większą możliwość obserwowania tego w sieci. Przykro patrzeć jak druga kobieta inną wpędza w kompleksy, wywyższa się i obraża.

Mamy kłopot z darzeniem siebie szacunkiem jako kobiety. Umniejszamy sobie, twierdząc, że z facetami to jest prosto bo oni to .... a my to ....
Ale jak w naszym związku coś nie gra, to wtedy pojawia się, żal, ,że facet się nie domyśli, że tylko druga kobieta nas zrozumie. Więc jak to jest?

Sama do końca nie wiem, czy bardziej wynika to z faktu, że w naszym społeczeństwie wiele jest mało korzystnych stereotypów związanych z kobietami, czy z tego, że nie pracujemy nad naszymi synami w procesie wychowania, a córki wciągamy w stereotypy jednocześnie z nimi rywalizując. 

Po pierwsze, dajmy dzieciom dobry wzór i dziewczynkom i chłopcom, aby kolejne pokolenie było mniej uwikłane w przykre stereotypy i wzorce. Znajdźmy w sobie dobre słowo. Komplement usłyszany od koleżanki, czy przypadkowo napotkanej osoby nie jest mniej wartościowy. Nauczmy się, że plucie jadem i snucie intryg nie poprawi niczyjego samopoczucia. I drogie Panie, nie oceniajmy książki po okładce, bo  często o tym zapominamy.

I najważniejsze. Pamiętajmy, że tyle dobra ile sami damy, wróci do nas z czasem.

środa, 27 sierpnia 2014

Polak zwiedzający

Polak zwiedzający. Świeci przykładem, rozwagą i kulturalnym zachowaniem? Czy raczej dzicz w najdzikszym wydaniu? 

Polak to lubi sobie pozwiedzać. Czy to przy okazji wakacyjnych wyjazdów, czy w ramach dywersyfikacji weekendowych uciech. Polak lubi sobie zjeść podczas zwiedzania. Polak lubi podotykać eksponatów. Polak lubi być tu i ówdzie strzelić sobie słitfocie. 

Czyż nie? 

Po pierwsze i przede wszystkim plus dla każdego kto z dziećmi czy bez wybiera muzeum, galerię, koncert, warsztaty, zoo czy inne atrakcje zamiast gnić w centrach handlowych lub przed ekranami telewizorów. Po drugie brak nam jednak ogłady. 

Być może wynika to z braku wiedzy, albo złych wzorców w domu lub braku ich w ogóle. 

Głębokie wstrząśnienie połączone z natychmiastową reakcją słowną wywołuje u mnie karmienie zwierząt w zoo, fokarium czy innym miejscu ze zwierzętami. Nawet jeśli wynika to z naszej empatii i nie ma tu złej woli, to jest to co najmniej niemądre, niebezpieczne i krzywdzące dla tych zwierząt, które przecież mają swoją porę karmienia. A karmienie zwierząt dzikich zamiast uczyć ich przetrwania na wolności, nauczy ich podchodzenia do ludzi, co może skończyć się tragicznie dla jednych i dla drugich. 


Co do jedzenia. To prawda jest taka. Głodny Polak to zły Polak! Prawda? Prawda. Z tym, że strasznie rani mój zmysł wzroku, słuchu i powonienia, wpierdzielanie chipsów, hot-dogów i hamburgerów gdy przechadzam się po Muzeum Narodowym. I jestem przekonana, że nie tylko mnie to boli. Znacznie odpowiedniejsza do wcinania hot-dogów i hamburgerów będzie budka z fast-foodami.

Co do dotykania eksponatów. To być może człowiek lubi chłonąć sztukę wszystkimi zmysłami i generalnie nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że nie każdy eksponat się do tego nadaje a dotykany tłustymi palcami może ulec zniszczeniu. 

Co do turystów zwiedzających górskie szlaki, takich jak Pan Bartek (głęboko liczę na to, że Pan  Turysta robił sobie tylko JAJA), radzę by przyrodę zostawili w spokoju. 









niedziela, 24 sierpnia 2014

Przyjacielu, ustąp miejsca

Lubicie podróżować publicznymi środkami transportu? Podróżujecie tak z dziećmi? Spotykacie się z przychylnością współpodróżnych?


W dniu wczorajszym ze znajomymi i Tristanem, wybrałam się do Helu. W sumie było nas sześcioro, troje dorosłych i troje dzieci. Z Gdyni płynęliśmy tramwajem wodnym (było bardzo przyjemnie), a wracać mieliśmy pociągiem. W związku z tym, że już prawie po sezonie nikt nie zakładał horroru jaki miał nastąpić. 
Stawiliśmy się na dworcu kolejowym godzinę przed odjazdem pociągu w celu zakupu biletów (nie kupiłyśmy ich wcześniej gdyż z dziećmi nigdy nic nie wiadomo). Przy okienku okazało się, że na pociąg bezpośredni do Gdańska, miejsc siedzących brak, czyli możemy z trójką dzieci stać na korytarzu ewentualnie w toaletach kolejowych. Pomyślałam.... Hmmmmmm NO THANK YOU! 
Chciałyśmy być sprytne, zdecydowałyśmy się pojechać późniejszym pociągiem. 
Pani w okienku powiedziała żebyśmy były 15 minut przed odjazdem. Zatem poszłyśmy jeszcze na kawę. I to był Błąd. Gdy stawiłyśmy się na miejscu pół godziny przed odjazdem, okazało się, że nie ma miejsc siedzących a i z miejscem na podłodze jest baaaardzooo licho. W związku z tym, że ludzi schodziło się coraz więcej a warunki zaczynały przypominać wagony dla bydła, postanowiłam poprosić współpasażerów o miejsce dla dzieci. Zauważyłam czwórkę młodych chłopaków – na oko jakieś 25 lat. Poprosiłam jednego z nich aby ustąpił swoje i miejsce kolegi -  w sumie 2 miejsca dla trójki naszych dzieci. Usłyszałam NIE!, nie ma opcji. 


O_o     no to zdziwko!


Prawie 3 godziny podróży na stojąco dla dziecka to ciężka sprawa, nawet jeśli mają „Aż” 5/6 lat.  Po raz pierwszy w życiu (bo jestem zwolenniczką dyplomatycznych i kulturalnych rozwiązań) podsiadłam po chamsku miejsce jednego z tych chłopaków  który wyszedł przed pociąg na papierosa. W czasie gdy  krzyczał zza okna pilnuj miejsc!, nie pozwól usiąść! nie daj się! Przykro mi było, że musiałam posunąć się do takich czynów. Jednocześnie obawiałam się, że  nabawię  się zespołu tourreta i walczyłam z poczuciem winy, że zachowałam się w taki sposób.

Wywiązała się walka na słowa, a jeden z tych człekopodobnych nawet próbował popychać jedno z naszych dzieci w celu dopchania się do zajętego przed chwilą miejsca.

Myślę, że gdyby okazało się, że Ci chłopacy jadą z nami aż do samej Gdyni, to ich zachowanie byłoby choć trochę wytłumaczalne, ale okazało się, że jechali tylko jedną stację, jakieś 15 minut.

Ręce mi opadły.

Dodam, że nie wszystkim w Helu udało się wsiąść do pociągu, mimo zakupienia biletów.


A teraz mój APEL. Używajmy głowy. Zrozumiałe, że każdy z nas miałby ochotę posiedzieć sobie wygodnie podczas długiej podróży, ale pewne osoby powinny mieć pierwszeństwo i są to między innymi:

1.Kobiety w ciąży –czy dobrze się czuje, czy źle lepiej niech nie ryzykują;

2. Rodzice z małymi dziećmi- ciężko jest stać z małym dzieckiem na ręku, jednocześnie trzymając się poręczy i zachowując względne bezpieczeństwo;

3. Osoby poruszające się o kulach lub mają widoczną trudność w poruszaniu się - każdy zakręt, czy nagłe hamowanie rodzi dla takich osób widmo urazu;

4. Osoby 60 +/ 70 + - ich nogi szybciej się męczą, a i większość z nich ma problemy z krążeniem.


Znajdzie się jeszcze wiele przypadków którym warto będzie ustąpić miejsca. Nie ma co przytaczać, wystarczy ruszyć głową i wydobyć z siebie odrobinę empatii. 

DAJMY DOBRY PRZYKŁAD!




* zdjęcie pochodzi ze strony krakow.gazeta.pl

czwartek, 14 sierpnia 2014

Facet w kuchni

 źródło: TU

Jak to jest u was w domu? Zdarza się, że wasi mężowie gotują? Czy służą pomocą jedynie do obierania ziemniaków? Prosicie o pomoc synów? Czy nie dajecie im brudzić rąk? 


Dla mnie facet w kuchni brzmi sexi. TU możecie znaleźć szczegóły moich wyobrażeń (tylko dla dorosłych).


Ale niestety w naszej szerokości geograficznej (pewnie nie tylko naszej) berło kuchenne posiada zwykle kobieta i nie jest tu ONA bez winy.

Pewna część kobiet  nie lubi widzieć mężczyzn w kuchni (czasami, a nawet często są to nasze matki, babki i  prababki).  Jest on w kuchni traktowany gorzej jak karaluch. Ale znajdzie się grono kobiet, często pracujących matek, które albo oddały berło kuchenne partnerowi albo z chęcią by to zrobiły.   
Ale drogie Panie, ludowa mądrość mówi „czym skorupka za młodu nasiąknie...”


Dlatego bardziej mnie smuci i dziwi, że  wiele kobiet mając utrapienie ze swoim mężem/partnerem ani myśli angażować swoich synów w prace kuchenne. Sama wiem po moim pierworodnym, że bardzo chętnie bierze udział we wszystkich pracach jakie wykonujemy w kuchni, od mycia garów począwszy do wyrabiania ciasta, czy robienia kanapek. Nie będę ukrywała, że po takiej „pomocy” przez tydzień doprowadzamy mieszkanie do ładu, włącznie ze zdrapywaniem ciasta z sufitu. Ale mimo to myślę, że warto.

Spójrzmy ile teraz w mediach mamy facetów przy garach Ramsey,  Oliver, Makłowicz, Okrasa, Pascal. Dla faceta to żadna ujma, a my weźmy na luz i pozwólmy facetom się nauczyć. Jeśli nie umieją oczywiście.


A u nas to wygląda tak ...